Czekamy na Wasze relacje z rajdu Abentojra 2016!!!

Biuro ruchomy obrazek 0057

Relacje z Rajdu !!!

 

Prosimy o przesyłanie na adres konkursy@abentojra.pl

Waszych relacji z tegorocznej

 

Warmińskiej Przygody.

 

Wsród wszystkich nadesłanych tekstów, filmów i fotorelacji

 

rozlosujemy nagrody niespodzianki.

 

Autora najlepszej, naszym zdaniem relacji nagrodzimy

 

specjalnie.


Relacja Marka Lewandowskiego z trasy TP 50 Abentojry 2015

podobała nam się najbardziej w zeszłym roku

 

logoPrzygoda z przygodą, czyli po warmińsku – Abentojrą zaczęła się już od samych zapisów. Kalendarz rajdów na orientację jest na tyle obfity, że ciężko wybrać coś ciekawego. Do Abentojri przekonał mnie genialny filmik na YouTube i mapy z poprzednich lat, które wydawały się logicznie aktualne – nie przepadam za grą w ciuciubabkę na mapach z lat ’80.

Wstępnie chciałem wystartować w trasie TR100, jako że ostatnio spodobało mi się zasuwanie rowerem po lasach, tym bardziej z nowym mapnikiem. Po kilku namowach brata, przepisałem się jednak na TP50 – i nie mam czego żałować ;-).

Na Abentojrę wybraliśmy się w trójkę – ja, brat i szwagier, tak rodzinnie. Postanowiliśmy przyjechać dzień przed startem, żeby na spokojnie stanąć na starcie wyspanymi i pełnymi sił do walki. Po odbiorze pakietu zostaliśmy sprawnie odesłani do 3-osobowego pokoju w akademiku UWM – wow! Nocleg w akademiku co prawda zabiera klimat, który udziela się podczas słuchania chronicznego chrapania kilkudziesięciu leżących na jednej sali, śniących o czekającej ich przygodzie napieraczy, ale za to otrzymujemy wygodę w postaci przygotowania sobie jedzenia i picia na stole, umycia się w konkretnych warunkach, wyspania na łóżku. Na domiar wszystkiego zostaliśmy poczęstowani obfitością słodkich przekąsek na kolację i sprawnym zasięgiem Wi-Fi, który pozwolił nam obejrzeć mecz Polska-Niemcy na laptopie przy jednoczesnym przełykaniu złocistego napoju bogów.

Po pobudce, dość szybkie pakowanie standardowego zaopatrzenia – marsy, twixy, izotoniki i jakiś owoc. Szybka kawa i puszka Redbulla dały kopa, który pozwolił stosunkowo szybko (jak na sobotni poranek) się rozbudzić. Na starcie kolejne zaskoczenie – losowanie smartfonów wśród startujących (niestety do mnie los się nie uśmiechnął, a przydałoby się, ale o tym dalej). Mapy zostały rozdane, bardzo szybko opracowałem optymalny wariant trasy, na który Łukasz i Krzysiek przytaknęli. Nie wiem dlaczego, ale na każdych zawodach ze scorelaufem obieram na start kierunek – północ. No i ruszyli!

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=q2lwjXMjpdk&w=560&h=315]

Start –> 1 (4)
3,75 km
00h 25′

1

Od razu nastawieni byliśmy na bieganie, więc ruszyliśmy razem ze wszystkimi „biegającymi”. Kilkaset metrów od startu stawka podzieliła się na dwie części, w zależności od tego, kto jaki wariant obrał. Dalej część zasuwaczy odbiła na zachód (trasa TP25) i już po kilkunastu minutach biegu stawka znacznie się rozrzedziła, zaczęła się prawdziwa zabawa. Sprawny przebieg przez osiedle Dajtki, na którym to ludzie dopiero się budzili do życia, przy czym dziwnie spoglądali, czemu nie śpimy w sobotę o tej porze. Biegnąc granicą osiedla z pobliską łąką, bardzo szybko znaleźliśmy optymalne miejsce, żeby jakoś przebić się przez rzeczkę (Łukasz dość szybko schłodził kolana podczas przeskoku przez ciek, ale to dopiero początek przygody z wodą, w końcu to Mazury (oraz Warmia, a tak naprawdę to granica Warmia-Mazury). Wybiegliśmy idealnie na wąwóz, w którym znajdował się punkt kontrolny. Tu znowu ukłon w stronę organizatorów – lampion, kartka na drzewie i do tego konfetti, przy trasach na 50km mało przyjemne byłoby szukanie pochowanych po krzaczorach punktów.


1 (4) –> 2 (9)
5,41km (między punktami: 1,75km)
00h 36′ (międyczas: 11′)

2

Kolejny przebieg bez żadnych przygód, był czas na rozmowę i zachwyty nad dzisiejszym dniem, lasem, mapą i ogólnie dotychczasową Abentojrą. Charakterystyczne drzewo widzieliśmy już z daleka, ale postanowiliśmy chwilę poświęcić na szukanie Abentojri w pobliskich owiniętych już snopach siana (należy się słowo wyjaśnienia: poszukiwana Abentojra to butelka z kartką w środku, której znalezienie gwarantowało otrzymanie na mecie smartfona. Na starcie organizatorzy określili, gdzie szukać, my poszukiwaliśmy w odległości 50m na wschód, zgodnie ze wskazaniami, no ale „lipa”).
[youtube https://www.youtube.com/watch?v=4wltvl1XOBw&w=560&h=315]


2 (9) –> 3 (15)
10,3km (4,9km)
01:07 (31′)

3

Najbardziej kuszący był przebieg na północ do drogi krajowej nr 16, ale z racji zakazu poruszania się nią, trzeba było trochę pokombinować i skrócić sobie trochę cierpienia, nie biegając na około. Sprawnie wbiegliśmy na drogę na zachód od punktu, dalej przebieg przez asfalt koło miejscowości Kudypy, gdzie spotkaliśmy innego biegacza, który obrał jednak inny wariant. My trochę na czuja, bo mapa nie do końca zgadzała się z rzeczywistością, dobiegliśmy do długiej, grubej drogi prowadzącej w okolice punktu. Sam dobieg do punktu bardzo pewny, po odbiciu na północ kilka minut i jest, widoczny z daleka!


3 (15) –> 4 (12)
11,8km (1,5km)
01:18 (11′)

4

Odbiegając od punktu spotkaliśmy towarzysza, który pobiegł innym wariantem – nasz okazał się jednak szybszy. Żeby nie tracić sił, pobiegliśmy drogą przy jeziorze, zamiast wspinać się do góry droga, z której przybiegliśmy. Wspomniany zawodnik zaparcie nie chciał odpuścić i trzymał się za nami w zasięgu wzroku. Moment odbicia z drogi na pkt 12 był niepewny, bo akurat w tym miejscu zaplanowali wycinkę lasu, ale udało nam się, po karkołomnym zbiegu do wąwozu, idealnie wbiec na punkt. Od tego momentu zawodnika biegnącego za nami nie widzieliśmy.


4 (12) –> 5 (14)
12,8 km (1,0 km)
01:27 (9′)

5

Krótki, bardzo sprawny przebieg – najpierw niewyraźną przecinką, a potem „na czuja” dobieg na punkt. Mielismy czas na pobawienie się trochę z kamerką, tym razem Krzysiek nagrał i mnie, leniwie sunącego przez leśne bezdroża ;-). Na punkt udało nam się wbiec znowu idealnie. Pięknie tu…
[youtube https://www.youtube.com/watch?v=sEL0XOevgUg&w=560&h=315]


5 (14) –> 6 (13)
16,3 km (3,5 km)
01:53 (26′)

6

Odbieg z pkt 14 mniej więcej na azymut z lekką korektą na północ, żeby wiedzieć dokładnie do której drogi dobiegamy. Dalej kolejny szybki i pewny przebieg „grubasem” aż do pól. Na szczęście już po żniwach – lasek w którym jest punkt widzieliśmy już z daleka, można było spokojnie sunąć po świeżo ściętym polu. Znowu postanowiliśmy poszukać Abentojri – 50 metrów na wschód wyrosła nam przed oczami solidna ambona, ale jednak w niej pusto. Chwilę połaziliśmy po krzakach szukając punktu nie od tej strony co powinniśmy, ale i tak poszło sprawnie.

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=2SkBtM4tKug&w=560&h=315]


6 (13) –> 7 (7)
20,4 km (4,1 km)
02:19 (26′)

7

Na poprzednim punkcie rozstaliśmy się z Łukaszem, który postanowił iść we własnym tempie. My pognaliśmy do przodu na dość długi przelot. To chyba najpiękniejszy krajobraozowo odcinek trasy, więc czas biegu pewną trasą minął dość szybko. Sam dobieg do punktu trochę na około, ale bardzo pewnie, bez żadnych przygód (jeszcze).


7 (7) –> 8 (8)
22,9 km (2,5 km)
02:47 (28′)

8

Podejrzewaliśmy, że ludzie ze wsi Śródka na pewno zrobili kładkę nad Pasłęka, ale postanowiliśmy zaufać swojemy mylnemu instynktowi i polecieliśmny wzdłuż rzeczki. Po kilku minutach przedzierania się przez krzaki dotarliśmy do teoretycznie możliwego do przejścia miejsca. Napotkany wędkarz zaparcie mówił, że oszaleliśmy i że tu się nie da przejść (jak się nie da, jak się da!) A jednak się nie dało, Krzysiek „po jajca” w mule, chociaż wydawało się płytko. Za namową wspomnianego wędkarza, pobiegliśmy dalej w górę rzeki, gdzie podobno kiedyś „był młyn i da się przejść”. Po dotarciu do skraju lasu, okazało się, że rzeczywiście rzeczka jest do przejścia (słońce dawało już we znaki, więc przeprawa była całkiem przyjemna). Dalej w okolice punktu prowadziła solidna droga, jednak problem był z przecinkami. Po śladach butów widzieliśmy, że biegnący przed nami towarzysz też miał podobne dylematy. Po szybkiej korekcie, że weszliśmy nie na tą górkę co trzeba, podbiliśmy kolejny punkt.
[youtube https://www.youtube.com/watch?v=cQ5MfGGn4J0&w=560&h=315]


8 (8) –> 9 (10)
25,3 km (2,4 km)
3:04 (17′)

9

Przebieg wręcz banalnie prosty, choć już zaczęliśmy odczuwać, że nasze nogi jeszcze się poruszają. Wiedząc, że kolejny punkt to punkt żywieniowy, solidnie się nawodniłem wiedząc że zaraz będę mógł uzupełnić braki w piciu, zjedliśmy kilka batonów i zasuwaliśmy dalej. Przy dojściu do punktu żywieniowego zauważyliśmy po raz pierwszy idącego, który cały czas był przed nami. Kiedy się obejrzał, że ktoś mu drepcze po piętach, zaczął biec. Na punkcie żywieniowym okazało się, że jesteśmy na 2 i 3 miejscu. Uzupełniliśmy braki energii redbullem, arbuzem i kilkoma dostępnymi smakołykami (pączki, drożdżówki, ciastka, banany, arbuzy – oj było obficie!).


9 (10) –> 10 (5)
29,8 km (4,6 km)
3:36 (32′)

10

Postanowiliśmy nie kombinować i iść pewną trasą na pkt5. Na tym przebiegu zaczęło się mijanie i pozdrawianie zawodników z tras rowerowych i tras pieszych, którzy obrali przeciwny do naszego wariant. Dojście na punkt bardzo pewne, tutaj było już nawet tłoczno – jedni na rowerach, drudzy pieszo, a inni z rowerami zostawionymi w pobliskich krzakach.


10 (5) –> 11 (6)
32,2 km (2,4 km)
3:58 (22′)

11

Prosty dobieg w okolice punktu (i na tym się skończyło). Przecinki przestały się zgadzać, zaczęliśmy szukać nie po tej stronie. Dzięki uprzejmości odpoczywających zawodników z trasy rowerowej mogliśmy zmienić obszar poszukiwań. Rozdzieliliśmy się i po kilku minutach czesania lasu okazało się, że punkt był w bardziej widocznym miejscu niż mogłoby nam się wydawać.


11 (6) –> 12 (16)
34,9 km (2,7 km)
4:24 (26′)

12

Od samego początku tego wariantu coś nam nie grało. Ściezki nie do końca pokrywały się z mapą, kierunek się nie zgadzał. Idąc na czuja, jakies 50 metrów przed dojściem do właściwej drogi postanowiliśmy dojść do pola na północy i stamtąd orientować się dalej w kierunku punktu. Poszło sprawnie, mieliśmy piękny widokz  góry na okolicę. Do samego punktu prowadziła ładna ścieżka. Mimo błądzenia, nie straciliśmy dużo czasu.
[youtube https://www.youtube.com/watch?v=4HwbyF7NFV8&w=560&h=315]


12 (16) –> 13 (11)
41,9 km (6,2 km)
5:37 (73′)

13

Przebieg na pkt11 cieszył mnie, czułem moc w nogach i spodziewałem się sprawnego nadrobienia czasu nad poprzedzającymi nas zawodnikami. Na pkt 16 zostałem poczęstowany przez rowerzystów przepysznymi orzechami, które jednak chyba niezbyt pozytywnie zadziałały na głowę. Postanowiliśmy skrócić drogę drałując na północ przez „łąki”. Obieglismy jeziorko, przy którym był punkt i dalej zaczęła się prawdziwa jazda… 3-metrowe trzciny nie powstrzymały naszych dziwnych zapędów. Przedzierając się traciliśmy siły, a kiedy myślałem, że dotarliśmy do końca tych chaszczy, okazało się, że tym końcem jest dziesięciometrowa rzeczka, której dno jest jednym wielkim zakrzaczonym mułem, którego nie da się przejść. Jak nie da się przejść – to trzeba przepłynąć. W skrócie mówiąc, przeprawa była mało bezpieczna, ale wizja cofania się przez ten gąszcz była chyba jeszcze bardziej przerażająca. Tempo na tym odcinku wyniosło około 23 minut na 1 kilometr (mi się wydawało, że przez same krzaki idziemy z godzinę). Spodziewałem się, że niezabezpieczony telefon w moim plecaku, podczas płynięcia już zaniemógł, więc nawet nie próbowałem go ratować. Po przedarciu się przez krzaczory i rzekę i wdrapaniu się na pobliskie wzgórze, obraliśmy kierunek na asfaltową drogę. Żeby nie było za lekko – pokonaliśmy jeszcze trzykrotnie płot z kolczatką. I tak śmierdzący bagiennym mułem, przemoczeni, wyczerpani i „zdenerwowani”, będąc blisko odpuszczenia tempa, jakoś się zmotywowaliśmy i w dość dobrym tempie zasuwaliśmy asfaltem w okolice pkt 11, który okazał się być umieszczony po drugiej stronie nasypu kolejowego wysokiego na tą chwilę chyba na 200 metrów.

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=mqzq5NXscMM&w=560&h=315]


13 (11) –> 14 (3)
46,3 km (4,4 km)
6:09 (32′)

14

Zbiegając z nasypu na pkt 11 zobaczyliśmy, że ktoś podbił go przed nami, a „tak być nie będzie”. Gość chyba bardziej wyczerpany niż my, więc na przelocie na kolejny punkt wyprzedziliśmy go (a oprócz nóg zaczęło boleć wszystko), po czym skręciliśmy w jedną ścieżkę za szybko, ale po szybkiej korekcie sprawnie podbiliśmy pkt 3.


14 (3) –> 15 (2)
47,4 km (1,1 km)
6:21 (12′)

15

Przed tym punktem ostrzegali nas rowerzyście, którzy szukali 1,5 godziny. Zdałem się na dobrą orientację Krzyśka i parliśmy przez las na obrany przez niego azymut, wchodząc w las kawałek za liniami elektrycznymi. Azmut okazał się porywać z nieistniejącymi na mapie ścieżkami, które sprawnie doprowadziły nas do wąwozu na końcu którego miał być punkt. I był, mimo moich obaw spowodowanych słuchaniem innych. Szybko sprawnie i na temat, karta przedziurkowana i suniemy dalej, bo czas jest całkiem niezły.


15 (2) –> 16 (1)
49,2 km (1,8 km)
6:36 (15′)

16

Mając już swoje w nogach i kiepsko już biegając, obraliśmy wariant zboczem przy jeziorze, tak żeby mieć wodę w zasięgu wzroku. Podnosząc wyżej nogi przy przechodzeniu nad obalonymi drzewami skurcze dawały się we znaki. Trzymając się praktycznie jednej warstwicy, nie schodząc ani w dół, ani w góre, po 15 minutach dotarliśmy do ostatniego punktu. Adrenalina dała się we znaki i przybyły pokłady sił pozwalające na pokonywanie trasy biegiem nawet pod górę.


16 (1) -> META
52,4 km (3,2 km)
6:58 (22′)

17

Mając w pamięci naszą przeprawę z pkt 16, byliśmy pewni, że miejsce z podium które zajmowaliśmy na półmetku przepadło. Sportowa zaciętość jednak kazała nam pokonać ostatnie kilometry w szybkim tempie (chciałem do końca poczuć, że dałem z siebie wszystko). Już w mieście, nadrobiliśmy pewnie około kilometra myląc skrzyżowania i biegnąc przez krzaki, ale szybko udało nam się wrócić na dobrą drogę i szczęśliwie dobiec do mety.


Na mecie otrzymaliśmy informację, że zajęliśmy 2 i 3 miejsce. WOW! Tego się nie spodziewaliśmy. Po prysznicu, przebraniu się udaliśmy się na przepyszny obiad, uzupełniany co chwila słodkimi przekąskami. SIedząc na plaży, mocząc usta w złocistym napoju czekaliśmy na mecie na Łukasza. W międzyczasie odbyła się dekoracja (no tu jedyna uwaga, że w komunikacie startowym dekoracja była przewidziana na godzinę około 20), którą przegapiliśmy. Jednak dobrze się skończyło, bo po proteście przesunęliśmy się na 3 i 4 miejsce, więc sprawiedliwie dostaliśmy nagrodę za 3 miejsce w TP50, a oprócz tego przepyszny czteropak w ramach rekompensaty. Łukasz dobrze sobie poradził, kończąc na 19 miejscu. Po wszystkim czekały nas przepyszne kiełbaski z grilla (szacunek za wytrwałość przy ich pieczeniu!), zakup polecanego przez zawodników majonezu kętrzyńskiego w pobliskim sklepie i wreszcie wyśmienita noc – po takim wysiłku każdy dobrze śpi, choć śnią się bardzo dziwne rzeczy ;-).

Podsumowując – najlepszy rajd na orientacje w jakim brałem udział. Fenomenalna organizacja, wszystko dopięte na ostatni guzik, przepyszne jedzenie, obfite nagrody (podzieliliśmy się na dwóch paką za 3 miejsce i obaj mogliśmy tylko powiedzieć – WOW), niskie wpisowe, świetna koszulka, poczęstunek na przywitanie, dostatek napojów (tych złocistych też), wspaniałe warunki noclegi, wspaniały teren, świetna trasa na bardzo dobrej mapie. Do strat musze niestety zaliczyć telefon, który nie wytrzymał przeprawy z 16 na 11 pkt i poległ w walce. Jednak przy całych zawodach to mały, nieznaczący szczegół!

Ten start miał być startem testowym przed trasą testową na 50-tej edycji pewnych zawodów, ale po tym co tutaj zobaczyłem, odpuszczam start w Sierakowicach i już myślami szykuję się do 3 edycji ABENTORJI!.


Facebook