2019 Abentojra, Olsztynek, Skansen
Abentojra 2019 była jak porządne zwieńczenie lata, taka, po której człowiek wraca zmęczony, szczęśliwy i od razu planuje „następną”. Startowaliśmy ze Skansenu w Olsztynku, więc klimat był absolutnie wyjątkowy – trochę jakby rajd spotkał się z podróżą w czasie, tylko zamiast bryczki mieliśmy mapę i własne nogi (albo rower). Uczestnicy ruszali na trasy piesze i rowerowe, a po drodze polowali na punkty kontrolne niczym na skarby – z tą różnicą, że skarb czasem chował się wyjątkowo bezczelnie. Najważniejsze były spryt, orientacja i decyzje podejmowane „tu i teraz”: czy iść pewnie dłużej, czy brać skrót, który wygląda świetnie… dopóki nie wejdzie się w gęstwinę. W Abentojrze zawsze jest moment, kiedy mapa nagle staje się bardzo osobista, a zdanie „to musi być tu” wypowiada się częściej niż „dzień dobry”. Skansenowa baza dodawała uroku – można było złapać oddech, spotkać znajomych, porównać plany tras i usłyszeć klasyczne: „my to poszliśmy genialnie, tylko punktów trochę nie trafiliśmy”. Atmosfera była przyjazna i rodzinna: każdy mógł wystartować na swoim poziomie, a na mecie liczyły się nie tylko wyniki, ale też uśmiechy i historie z trasy. Dla jednych to była sportowa rywalizacja na serio, dla innych – terenowa przygoda z humorem i wspólnym ogarnianiem kierunków świata. W terenie bywało pięknie, bywało podstępnie, a czasem oba naraz, bo Warmia potrafi zachwycić i jednocześnie przetestować charakter. Na mecie wracało to, co najlepsze: gratulacje, emocje, wspólne zdjęcia i opowieści, które zawsze brzmią o 30% bardziej bohatersko niż rzeczywistość (ale to przecież tradycja). Abentojra 2019 zostawiła po sobie wspomnienie „ciężko i pięknie” – zmęczone nogi, czystą satysfakcję i uśmiech, który wraca za każdym razem, gdy widzisz mapę. I chyba właśnie dlatego tak dobrze ją pamiętamy: bo była pożegnaniem przed pandemiczną przerwą, a jednocześnie obietnicą, że przygoda kiedyś wróci.

Lista startowa nie zawiera jeszcze uczestników.